
Ogarnęły mnie Pustki. Nie na dobre ani do końca, ani nie wszystkie...
Na wakacjach nadrabiałem braki, zapoznając się z dyskografią założonej w podwarszawskim Ostrówku (koło Otwocka czy koło Tłuszcza? - nie wiem} grupy. Dotychczas znałem ją bardzo słabo - z dobrej strony z filmu Marco P. i złodzieje rowerów Bodo Koxa oraz z nieco gorszej {nieświadom, że to oni} - z często prezentowanego w radiu i w pewien sposób drażniącego Telefonu do przyjaciela.

A potem zabrałem do częstszego słuchania ponad 40 utworów i od kilku dni codziennie karmię nimi uszy. Te Pustki wypełniły mnie na tyle, że gdy w sobotę przejeżdżałem przez miejscowość Puste Łąki, skojarzenie miałem jedno i nie całkiem logiczne.





